Dawno temu kupiłam sobie w markecie zestaw puszek. Okazyjnie - tanio, a że wzór niespecjalnie mi pasował do kuchni, uznałam, że "kiedyś" je przerobię.
Owe kiedyś w końcu nadeszło.
Jak widzicie, puszki miały kolor ciemnej zieleni, dodatkowo ptaszki w czerwieniach - ptaszki są wytłoczone i czuć je pod dotykiem palców.
Poszło. Dokładne mycie, gruntowanie, malowanie, przecieranie. Potem serwetka - prawie do zera wykorzystałam mój skromny zapas wzorku ludowego, który od biedy można podpiąć pod moje okolice. Na chustach Babcia takie wzory miała :)
Ptaszki, jako że wytłoczone, nie schowały się całkiem pod malowaniem, uznałam więc zaakcentować je pozłotą. Dodatkowo dekory w postaci napisów i jaskółek. Całość zalakierowana, więc śmiało można przetrzeć ścierką w razie zabrudzeń.
Oko cieszą, wszystkim się podobają, a mnie została jeszcze jedna mała puszeczka... :)
Udanego weekendu! Podobno ma się u nas ochłodzić - oby! :P




