wtorek, 6 września 2016

Po co nam nosidełko, czyli przygód z Zaffiro początek.

Czas na coś nowego. 
Razem z marką Zaffiro zapraszam Was na cykl wpisów o moim macierzyństwie z nosidełkiem w tle :)



Rok temu o tej porze siedziałam na tyłku i narzekałam na swój stan.
Wielka, gruba, niemobilna. 
Czekałam z niecierpliwością na rozwiązanie i na pojawienie się na świecie naszego synka.
Z niecierpliwością czekałam na powrót do formy, swojego dobrze znanego mi ciała, sylwetki. Niemobilność strasznie dała mi w kość, bo uwielbiam poznawać nowe miejsca, jak i wracać do tych dobrze znanych. Mając na koncie dziesiątki przedreptanych kilometrów górskich szlaków taka niemoc daje popalić podwójnie ;)
Doczekałam się, Tomek pojawił się nieco po czasie, ale to już nic. Macierzyństwo przyćmiło wszystkie wcześniejsze kaprysy i narzekania.
Piękna jesień. Czas więc na spacery. 
Początkowo dumnie jeździliśmy z wózkiem. 
O chustach nie myślałam, jakoś mnie nie przekonują - nie sama idea chustowania, tylko samo wiązanie - te myśli, czy zawiążę prawidłowo, czy nie za mocno i syna uduszę, czy nie za słabo i Tomek wypadnie. No i samo to jaką chustę wybrać, łamaną czy nówkę, jaki materiał... O nie, mimo mojej dociekliwości i upartości na to rozwiązanie się nie zdecydowałam.
Zima była łagodna, więc śmiganie z wózkiem nie było uciążliwe.
Wiosną zaczęłam marzyć o wyprawach dalszych niż spacer do spożywczaka po pieczywo. Mieszkamy w urokliwym zakątku Polski, nie brak u nas miejsc na piękne spacery, niestety, góry nie do końca sprzyjają wózkom ;) o ile po deptakach i chodnikach miasteczek wózek śmiga, tak w terenie bywa już gorzej. 
Zaczęłam wtedy zgłębiać temat nosidełek.
Wydawać by się mogło - nosidełko to nosidełko i już.
A to jednak też nie jest tak proste!
Jak wybrać idealne nosidełko - o tym opowiem Wam niedługo.
My po kilkudniowym zagłębieniu się w temat wybraliśmy polski produkt, idealnie spełniający nasze wymagania. Było to nosidełko Zaffiro Eco, z drugiej ręki, choć w stanie idealnym, w pełnym komplecie pudełkowym.
Tomek uwielbiał nosić się na rękach, więc do nosidełka przyzwyczaił się momentalnie.
I w tym momencie wszelkie wyprawy stały się prostsze. Choć nie ukrywajmy, zdecydowanie częściej nosił Tata, który również uległ urokowi noszenia ;) 


W lipcu producent nosidełek Zaffiro zaprosił mamy do udziału w akcji ambasadorskiej, promującej nowe modele nosideł. Jako że poznałam już jakość tej firmy, chciałam aby dzięki mnie i inni rodzice poznali nosidła Zaffiro.
Udało się. Zostaliśmy ambasadorami. Dumnie prezentujemy nosidło podczas codziennych wędrówek po sprawunki, a w planach mamy kilka górskich wypadów. Nie przegapcie kolejnych wpisów aby zobaczyć nosidełko Zaffiro w akcji :)

3 komentarze:

  1. Nosidełka to fajna sprawa. Nie nosiłam synka zbyt długo ale muszę przyznać, że było wykorzystywane codziennie. Ja miałam nosidełko Tula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Tula była za droga, Zaffiro jest tańsze, łatwiej dostać egzemplarz używany, no i Zaffiro spełniło moje wymagania wobec nosideł. Tula też je spełniała, ale cena mnie odstraszyła ;)

      Usuń
  2. bardzo ładny wzorek ma to nosidełko :) i zapewne praktyczne :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas poświęcony mojemu wpisowi :)